03.29.07
Ustny egzamin
Swego czasu, gdzieś w sieci odpisywałem gosciowi, który miał problem z wyborem życiowej parnterki. Dla mnie sprawa była prosta i zarysowałem mu problem wyraziście.
Jednak widzę, że wielu facetów ma kłopoty nie tyle z ustatkowaniem się, ile ze znalezieniem tej właściwej, z którą właśnie chcieliby spędzić resztę swojego żałosnego dotąd żywota. W związku z tym, zmieniając nieco oryginalną treść mojej odpowiedzi, chciałbym stworzyć przepis na wybór TEJ WŁAŚCIWEJ.
Należy zatem sprawdzić która z kandydatek lepiej robi laskę – dla mnie wybór byłby oczywisty: zostaje z tą, która obciąga tak, że skóre mam naciągnietą nawet z tyłu glowy.
O przełykaniu nasienia nawet nie wspominam, bo to oczywiste – ma je żłopać jak cholerny bawół afrykański u wodopoju i nawet nie pisnąć. Mamy wtedy dowód, że potencjalna parnerka nie jest wygodna, nie będzie wybrzydzać i że jesteśmy dla niej ważni a najwazniejsze jest to co mamy w sobie.
Istotnym kryterium jest tez to, czy lubi dostać, że się tak wyrażę wpierdol z płaskiej w tyłek i ostro się rżnąć, bo to oznacza że jest dziarska w cholerę i że nigdy się z taka nie będziemy nudzić.
Seks analny -> jeżeli potencjalna (jak i każda inna) nigdy nie próbowała, a mówi że nie lubi, zacytujcie moją skromną osobę: “spierdalaj”, jezeli zaś analny preferuje jak najbardziej albo chce spróbować, to pamiętajcie – z nią nudzić się nie będziecie i nie popadniecie z taką w rutynę.
Równie ważną sprawą jest sam proces obciągania. Otóż panna musi tak ciagnąć druta aż będą ją naparzać scięgna w okolicy szyi i szczęki, musi brać Wam tak głęboko aż będzie miała odruch wymiotny (to sie da kontrolować – dla chcącego nic trudnego) a po policzkach będą ciekły łzy.
Trzymajcie sukę za tył głowy i nadziewajcie ją na swoje przyrodzenie, wpychajcie w nią to aż bedzie sie krztusić – w efekcie czego, słychać będzie odglos “chlupotania” w gardle.
Jak już będzie miała twojego w gardle, każcie jej w tym momencie przełknąc ślinę – zobaczycie jakie to przyjemne uczucie, gdy jej gardziel ściska jego końcówkę. Bardzo ważne jest, aby podczas obciągania mruczała – wibracje powodują dodatkowe przyjemności. Jeżeli tak wygląda obciąganie kutasa w jej wykonaniu, to możecie być pewni jednego -
jest perfekcjonistką.
Podsumujmy:
- nierozpieszczona
- elastyczna (umie sie dostosować)
- oceniająca wnętrze ludzi na 1 miejscu
- dziarska
- interesująca
- perfekcyjna
Macie jeszcze jakieś pytania? Wybór jest oczywisty, jeżeli przeanalizujecie każdy z w/w punktów zamiast się zastanawiać nad sprawami oczywistymi. Nie sluchajcie co mówią inni, wystarczy że zastosujecie moje rady, a Ty czytelniku i ona się zakochacie – a nawet wybór dokona sie sam……
No i jeszcze jedno: jak jest pasztetem, to Ty będziesz musiał nauczyć się kontrolować odruch wymiotny, zwłaszcza jak będzie miała nadwage.
03.19.07
Andrzejku, kotuś……
Głównym założeniem zjeżdżalni miało być trzymanie się z dala od tematów stricte politycznych i zamierzam podtrzymać takie podejście, jednak kto wie, czy i mnie kiedyś nie trafi przysłowiowy szlag i wkurwiony nie zamieszczę czegoś w tym temacie.
Na dzisiaj jednak ograniczę się do wspomnienia osób z polityką związanych, ale pisząc o nich ten temat zejdzie na dalszy – o ile w ogóle dostrzegalny – plan.
Mam zamiar przedstawić ostatnie 2 odcinki znanego wszystkim show emitowanego w TVN pt. Kuba Wojewódzki.
Dlaczego ostatnie dwa – no bo goście byli nietypowi jak na ten program: Krzysztof Bosak z LPR i bardziej znany Andrzej Lepper, wiadomo skąd.
Od razu zastrzegam, iż w ogóle nie darzę sympatią ugrupowań z nimi kojarzonych, a i wspomniane postaci są dla mnie pod każdym względem obce.
Tezę, którą chciałbym postawić od razu na początku: Wojewódzki dał ciała we własnym programie i to dwa razy z rzędu i mimo tego, że lubię go jako osobę a także jego program, to po prostu wypadł słabo.
Pierwszy był Bosak – przekonania jakie ma, każdy kto oglądał program lub zna nawet słabo LPR, wie.
Jednak spokój i zdecydowanie z jakim wyrażał swoje poglądy i nie dał się zbić z tropu, zwłaszcza gdy Kuba miejscami próbował to uczynić poprzez niezbyt górnolotne wstawki pozwoliły mi stwierdzić, że gość ma swoje zdanie i nie będzie grał pod publikę. Wiem, że poglądy na temat pierwszego razu, aborcji, czy ten nieszczęsny „pederasta” mogą komuś zupełnie się nie podobać, ale mam to gdzieś. Tu nie o poglądy chodzi, ale o zdolność i siłę z jakimi się do nich podchodzi. Najbardziej żałosnym momentem było wejście Panasewicza z Lady Pank. Nie wiem, czy ten pajac musiał z braku obecnego powodzenia obwieszczać całemu krajowi ile panien przeleciał w młodości, której ten stary pryk, chyba już nie pamięta z powodu Alzheimera. No i zaczęło się jak w dwójkę zaczęli tego młodego jechać w programie – czego Kuba nie dał rady zrobić sam, zrobił wespół z Panasewiczem i wyszło żałośnie, niepoważnie.
Prawdziwa jazda była wczoraj.
Mogę powiedzieć, że Wojewódzki zrobił „Jędrkowi” niezłą reklamę – zwłaszcza, że unikali tematów politycznych.
Lepper z gościa, któremu trudno przychodzi odpowiedzieć wprost na zadane pytanie, stał się luzakiem, zapodawał dowcipy – nieważne czy śmieszne, ale pokazał się z zupełnie innej strony. Wojewódzki natomiast był spięty nieco, mimo iż grał pana programu. No ale tak naprawdę rządził Lepper, który skutecznie ucinał dyskusje, kiedy schodziły na tematy, przez które mógłby wypaść gorzej. I tak trzymał się do końca programu.
Biorąc pod uwagę ogromna oglądalność Wojewódzkiego oraz nagłośnienie wizyty Leppera w studiu, można przyjąć, że chłop nie dosyć, że wszedł na salon, i to nie w gumofilcach, to jeszcze świetnie się w nim poruszał, przejmując często inicjatywę.
Jako widz żądam więcej i chcę nietypowych gości, bo te wszystkie pierdolone gwiazdy już się tak ograły, że pora na cos innego. Do roboty!
Mistrzowie Świata w “kibicowaniu”
Wydarzenia sportowe minionego weekendu sprowokowały mnie do przemyśleń, które już wcześniej pojawiały się w mojej głowie. Nie będę zagłębiał się w poszczególne drużyny, zawodników czy dyscypliny. Wolę zająć się mentalnością kibiców a właściwie „kibiców”, którzy jeszcze na coś liczą w polskim sporcie, przynajmniej w jego większej części.
Co pewien czas odżywają nadzieje polskich fanów naszej reprezentacji w piłce nożnej. Robi się głośno przed ważnymi imprezami sportowymi albo pojedynczymi meczami. Wtedy to jakby więcej chłopaków widać w telewizji – bo zamiast trenować biorą udział w reklamówkach, parę lat temu był z tego powodu mały skandal.
No i nie powiem, chłopacy wypadli nieźle, ale we wspomnianych reklamówkach, bo szczerze mówiąc to w piłkę grać nie potrafią i wie to nawet taki żałosny fan sportu, jakim jestem ja. Nie dziwię się polskim kibicom, że takie emocje budzą u nich mecze innych drużyn, chociażby Real Madryt czy FC Barcelona – jest zapewne na co popatrzeć i to nie przy okazji jakiegoś ważnego meczu, ale przy każdej okazji.
Od lat, kiedy pojawiają się tylko jakieś wcześniejsze dyskusje w sieci, wśród znajomych mi osób dotyczące tych imprez, w których ma wziąć udział polska kadra, ściągam to zachłyśnięte marzeniami o sukcesie polskiej piłki debilstwo na ziemię. No i oczywiście musi być ta cała otoczka: czyli puby, telebimy i wielcy kibole, którzy na co dzień o sporcie zbytniego pojęcia nie mają, ale tłumami zapełniają pAby, jak prawdziwi angielscy kibole.
(Pominę fakt, że w Polsce istnieją także ci prawdziwi kibice, ale stanowią oni taki promil, że zestawianie ich z tymi fanami jednego wydarzenia sportowego, którzy najzwyczajniej w świecie chcą mieć po prostu okazję aby się najebać byłoby sporym nietaktem i obrazą dla prawdziwych).
I tutaj przyszedł czas, aby powiedzieć prawdę w oczy polskim „kibicom”
Podstawowa zasada: jaka drużyna tacy kibice a wiadomo, że drużynę mamy do dupy…..
Zrozumcie idioci, że polskie drużyny to nie są i długo nie będą dobrymi ekipami. Pozbądźcie się wreszcie tych cholernych złudzeń.
Najlepiej będzie to pokazać na przykładzie naszych graczy, którzy przypomnieli ostatnio dziedzinę mało w ogóle komu znaną. Tak, chodzi o szczypiorniak.
Czy należało trzymać kciuki za drużynę, która sama nie wierzyła, że zaszła tak daleko? I tu pojawia się kolejny ważny problem: polscy zawodnicy, jak napisał kiedyś ktoś mądry w tygodniku Polityka, nie wierzą we własne siły i możliwość osiągnięcia sukcesu. To jest właśnie problem polskiego sportu, dlatego można trenować latami i być zwykłym graczem, dopóki nie znajdzie się ktoś, kto popracuje nad myśleniem tych popaprańców.
Dziwiłem się, że w ogóle ktoś wierzył w wygraną szczypiornistów MŚ, skoro oni sami tej wiary w siebie nie posiadali, była im obca świadomość tego, że są dobrzy w tym, co robią. Mieli fuksa – to wszystko w tym temacie. Skok Fortuny bis……
I dobrze się stało, że nie zdobyli złota, bo przez lata ciążyłaby na nich odpowiedzialność za każdy zagrany przez nich mecz, a tego słabe psychicznie chłopaki mogłyby nie wytrzymać. Myśleliście, ze mamy szansę wygrać z Niemcami, którzy spuszczają nam wpierdol już nawet nie regularnie tylko notorycznie? Nie ta liga ani w tej piłce, ani w żadnej innej.
Śmiać dlatego się należy ze wspomnianych przeze mnie wcześniej „kibiców”, bo przypominają mi oni trochę pewną sytuację. Mam na myśli puste idiotki, które po emisji kolejnych części stwierdzały, że ich ulubionym pisarzem jest Tolkien, chociaż parę tygodni wcześniej nie miały pojęcia o fantasy, które to słowo oznaczać mogło dla nich równie dobrze coś do jedzenia. To samo było po obejrzeniu beznadziejnego filmu na podstawie dennej książki „Samotność w sieci”. Zdejmą z ekranów i po paru tygodniach pasja znika. Skończy się mecz, tydzień potrwają jęki zawodu i się zapomni, przestanie się oszukiwać, ze polscy sportowcy mogą coś znaczyć. I nie pomogą tu wymalowane ryje, zmyślne kapelusze, czy elementy dekoracji. Jak to kiedyś gdzieś napisałem: równie dobrze co polskim drużynom mógłbym kibicować prędkości wsiąkania psich szczyn w glebę. Spotkania w knajpach to parodia, każdy kibic naoglądał się filmów o lidze angielskiej i już chce być
jak wyspiarski kibol, który koniecznie musi obejrzeć mecz w pAbie bo tak nakazuje pierdolony rytuał, tylko ze oni maja drużyny a my stado baranów,
którym nawet pies pasterski o imieniu Trener nie pomaga.
Martwi mnie to, że osiągamy sukcesy jedynie w takich mniej specyficznych dla naszego regionu dyscyplinach
No bo F1, skoki narciarskie, czy są dyscyplinami, które mają szanse na szybki rozwój w tym kraju? Gdzie można w Polsce dać możliwość rozwijania się w dziedzinie sportu, w której sukcesy odnosi Kubica? Takich jak on zdolnych może być więcej, ale nikt o nich nie usłyszy.
I dlatego pozostanie nam Adam – nie zawodzi od lat, jest najlepszy.
Ale zwróćcie uwagę: on nie pierdoli, nie kreuje się, unika tej kretyńskiej sławy. Jest na tapecie, bo osiąga sukcesy.
Po prostu skacze i robi swoje. A że był przyjęty u prezydenta? Miał odmówić? Głupota.
Nawet ja chciałbym być podejmowany w pałacu prezydenckim i to nawet przez kaczora.
A mówiąc o Adamie, chciałbym dobitnie jeszcze raz pokazać siłę i autentyczność polskich kibiców, wśród których znaleźli się parę lat temu debile, którzy po jednym nieudanym sezonie Adama okazywali swoje rozczarowanie co do niego, że nie jest taki dobry, że już się skończył. Chyba. dlatego polscy sportowcy nie chcą być dobrzy, przez takich kibiców-przygłupów. I może to ostatni sezon dla Małysza, ale Małysz pokazał, że można być najlepszym, tylko trzeba po prostu umieć myśleć. Właściwie myśleć.
03.11.07
Zjeżdżalnia i Testosteron
Bylem pare dni temu na filmie, o ktorym glosno ostatnio: Testosteron.
Cóż można powiedzieć o tym obrazie?
Przede wszystkim to, że na początku był z lekka nudnawy. Ale to może tylko i wyłącznie moje wrażenie, które po pewnym czasie przerodziło sie w pozytywny odbiór.
O czym ten film – nie musze mówić, zobaczcie sobie na serwisy typu onet czy filmweb.
Co interesować może widza? Z pewnością nietypowa fabuła, której w polskim filmie jeszcze chyba nie było. Na tym filmie można zobaczyć wiele prawd, nie tylko a moze przede wszystkim o facetach.
Ale po kolei.
W filmie zagrało paru znanych aktorów, jednakże znanych głównie z nowel, które normalnie myślącemu człowiekowi zbrzydły do zarzygania po paru odcinkach, zanim ktokolwiek był w stanie nazwać je nowelami. Wg mnie, dla tych osób film zrobił swietną robotę, ponieważ jednoznacznie pokazał, że nie sa to osoby, które można zakwalifikować do rodzaju czy tytułu filmów, z którymi sa powszechnie kojarzone.
I tak na ekranie pojawia się Krzysztof Stelmaszyk – niejaki Stavros, Grek z pochodzenia. Wg mnie to była jedna z najlepszych kreacji w tym filmie. Kiedyś widziałem go w dennym serialu Zlotopolscy i stwierdziłem od razu, że ten gość mi tam nie pasuje. Za dobry był (jest) do niego po prostu. Jako, że film Testosteron jest momentami delikatnie prześmiewczy, także tutaj nie zabrakło tego elementu w odniesieniu do wspomnianego serialu i to z ust Stelmaszyka. Powiem jedno: to naprawde dobry aktor – nie myślę wcale o tym filmie – i mam nadzieję, że jeszcze przyjdzie taki czas, że bedzie mógł zagrać w jakimś filmie jedną z głównych ról.
Piotr Adamczyk bez zarzutu, chyba jak zwykle. Nie bylem zaskoczony, bo zdolny jest nie tylko – co ten film właśnie pokazal – do roli postaci kojarzonych z historią i to nie wyłącznie współczesną. Dla niego ten film będzie również próbą przełamania stereotypu i wyzbycia się zapewne miana aktora jednej roli, czy jednego typu postaci (“Karol, który pozostał papieżem”, “Chopin” etc).
Podobnie Cezary Kosiński, mniej znany, ale rozpoznawalny, głównie przez role w kretynsko-ckliwym serialu dla znudzonych gospodyń wiejskich: “Na dobre i na złe”.
I sądzę a właściwie mam nadzieję, że dzieki filmowi Testosteron zdjęte zostanie z niego odium za jakiegos doktorka w jakims szpitalu. Grał wdzięcznie i humorystycznie, miał parę dobrych wejść, dzięki czemu stawał się momentami głównym rozgrywającym w niektórych scenach – to punktuje. Kosiński jeszcze musi troche popracować.
Co do Kota, również nie mam wątpliwości – zagrał nieudacznika przekonywująco i też pokazał, że zasługuje na więcej niż na rolę w durnowatym serialu Niania. W ogóle przyznam Wam, że pierwszy raz Kota zobaczyłem jak wygląda naprawde w programie Kuba Wojewódzki. Do tego czasu myślałem, że to starszy facet, koło 40tki. No nie mogłem poznać ze Tomasz Kot to ten sam gość, którego widziałem przelotem w Niani.
Pozostali: Maciej Stuhr zagrał przeciętnie zarówno w filmie jako postać, która kreuje, jak i przeciętnie jako aktor. Przyzwyczaiłem się już do jego pozy, do jego stylu tak jak do postaci kreowanych przez Schwarzeneggera. Może dać mu w końcu jakąs naprawde poważna, ale i główną role w dobrym dramacie? Borys Szyc – ze swojej roli wywiązał się właściwie, ale nie było rewelacji. Powiedzmy sobie szczerze: Szyc jest na topie i na razie nie musi się starać a wg mnie, najlepsze role na niego jeszcze czekaja, teraz facet jest w okresie rozruchu. Najmniej atrakcyjną postacią jak i aktorem w tym filmie okazał się dla mnie Tomasz Karolak, dlatego nie poświęce mu więcej uwagi.
Co do treści filmu, nie chcę zbyt dużo wyjawiać, bo to trzeba zobaczyć.
Ogólnie można powiedzieć po jego obejrzeniu, że każda kobieta to kurwa, ale również, że każdy facet to życiowa pizda, z czego większość to ściemniacze. Można zgodzić się z jedną i drugą tezą, tyle że zależy to od rodzaju przeżyć jakie mieliśmy – my, faceci – w życiu.
Wg mnie, wiekszość kobiet (99%) to skończone idiotki i tylko szczęście może sprawić, ze spotyka się tę właściwą. Ten film w jakimś stopniu ilustruje tę tezę.
Co zwróciło moją uwagę, to fakt, że często na tym filmie smiały się kobiety. Nie wiem dlaczego, ponieważ zbyt wielu powodów do smiechu nie miały, dlatego mozna przypuścić, że była to na tyle dobra dla nich komedia, iż je rozmieszyła albo, dlatego że smiały się z siebie. Należałoby raczej płakać.
Drugą sprawą bylo pare inteligentnych dowcipów z których poza mną i może paroma osobami na sali nikt się nie śmiał, przez co jestem w stanie uznać, że większość osób to jełopy, które i tak naprawdę nie rozumieją co oglądają.
Najważniejsza rzecz jednak, to wzmianka o zjeżdżaniu, dlatego tym bardziej proponuje czytelnikom obejrzenie tego filmu.
Dobrego odbioru życzę.
Puścić pawia na Orły.
Tak z ciekawości zaglądnąłem na jedną ze stron o kinie najogólniej mowiąc, żeby zobaczyć, kto w tym roku był nominowany do nagród i co zobaczyłem?
Że tak naprawdę do w 2006 roku w Polsce powstały 3 filmy:
* “Jasminum”
* “Plac Zbawiciela”
* “Wszyscy jesteśmy Chrystusami”
Co do Jasminum – mam ten film od jakiegoś czasu, ale ciężko mi go przejść -
przeglądałem go jedynie o czym jest itp. Nie wydaje mi się, żeby był to film
szczególny. Ale na razie nie wypowiadam się do momentu jak obejrzę go w
całości.
Co do Chrystusów – powiem szczerze, że znowu Koterski zrobił dobrą robotę,
bo film i ciekawy i poruszający. Nie ma o czym pisać – kto widział ten wie o
co chodzi.
Za to jestem zdziwiony wielkim zamieszaniem wokół filmu Plac Zbawiciela.
Po pierwsze film uważam za przeciętny, a momentami cholernie nudny. To
typowy filmik z rodzaju takich, jakie robi się za oceanem o tym, że komuś w
życiu coś nie wychodzi i usilnie stara się odmienić swój los.
Różnica jest jedna: bohaterom na końcu za bardzo nie wyszło, aż do samego
końca, no ale jest to może wina tego, ze w USA robią często filmy na
podstawie prawdziwych historii, z tym ze kończą się one dobrze – maja lepsze
podejście do życia, czy w Polsce naprawdę jest dno? Jedyne co można uznać za
plus, to umieszczenie całej akcji filmu w polskich realiach, nie za bardzo
zmyślonych, bo temat przeciętny i oklepany, znany każdemu z bliska bądź
daleka.
Mógłbym równie dobrze zrobiź kurwa film o częstym przypalaniu się mleka na
gazie w latach 80tych. Jedno jest pewne: jesteśmy nacja tak pesymistyczna,
ze nawet w czasach, kiedy każdemu w tym kraju robi się lepiej, kiedy cos się
dzieje to musimy przyjebać do dna. Nie mowie o tym, ze maja być wyłącznie
happyendy itp, bo sam lubię jak film się kończy porażką, ale niech to będzie
dobry film, niech poruszy jakiś ważny temat, bo wydaje mi się ze w przypadku
PZ reżyser myślał o zrobieniu dzieła na miarę swojego wcześniejszego Długu.
O ile Dług był rewelacyjny, to do PZ przyłożyła się żonka reżysera, co
widać – bo film traci na autentyczności, nudzi, sprawia ze historia jest
jedna z tych podobnych do wspomnianego mleka.
Dług mógłby być jakimś pierwowzorem zrobienia filmu nie dosyć, że z ciekawym
tematem to jeszcze z życia wziętym. Weźcie np. kilka filmów z Mattem
Damonem – na faktach, ale z jakimi historiami. Przecież w tym kraju nie
brakuje tych jebanych tematów, trzeba jedynie trochę się wysilić.
Mam jedno, dość poważne zastrzeżenie: w Polsce nie da się chyba robić innych
filmów niż te, które pokazują jedynie, że należy stąd spierdalać i osoby,
które mają wątpliwości czy wypierdalać do Irlandii, po takim seansie już
wiedzą co maja robić. Przynajmniej takie filmy są na topie wśród grupy
kolesi w polskim filmie.
Jowita Budnik – nie zachwyciła mnie w tym filmie, tzn. nie powaliła na
kolana i wydaje mi się, ze była przeciętna z elementami czegoś więcej (nie
potrafię niestety określić czego) w niektórych miejscach tego filmu. Myślę,
że dostała tę nagrodę, bo raczej nikt inny nie zaslużył na nominację,
CHOCIAZ nie……. W Statystach Preiss tez nie była zła… Za to nagrodę za
drugoplanową rolę kobiecą bez zastanowienia dałbym Annie Romantowskiej -
również ze Statystów – film w sumie tez nie jest niczym nadzwyczajnym, ale
ta aktorka (trochę już zapomniana) wg mnie zasługuje na nią bardziej. Z
pewnością nie dostała jej, bo nie zagrała w tak hołubionym w tym roku przez
kolesiostwo PZ.
W ogóle odnoszę wrażenie, ze nasi krajowi reżyserzy maja przejebane.
Bo o czym tu kręcić? Wskrzeszać dawne czasy, w których każdemu było źle, w
których pałowali na ulicach a czołgi wjeżdżały do zakładów pracy? Nuuuuda,
najlepsze filmy o tym okresie już powstały – ile można oglądać wciąż to
samo? Zwłaszcza jak nie ma w Polsce chyba nikogo, kto napisałby o tym dobry
scenariusz.
No to może spróbować kręcić o współczesnych problemach, życiu, nowych
wyzwaniach jakie przynoszą nowe czasy nadchodzącego i rozwijającego się
dobrobytu, w którym nie każdemu się udaje? Owszem – można i wtedy Mili
Państwo powstaje gniot na miarę Placu Zbawiciela.
Co do nagród za film zagraniczny, tutaj nie miałbym wątpliwości. O dziwo
Volver jest jednym z niewielu filmów Almodovara, który mu się udał, a
Penelopa znów zagrała w swoim ojczystym języku. Kopia Mistrza Agnieszki
Holland tez nie była zła przyznam i polecam każdemu ten film, bo to co
zrobił Ed Harris to mistrzostwo – zagrał rewelacyjnie. Za to Wiatr buszujacy
w jęczmieniu choć zapowiada się nieźle na początku to później trochę
przynudza. Ale obejrzeć można.
Ogólnie rzecz biorąc, wydawać by się mogło, że po latach ciężkich dla
polskiego kina widać jakieś światło w tunelu i być może jest to prawda, tyle
że ten tunel jest tak naprawdę kominem ze stromymi ścianami i jak na razie,
nic nie pokazuje, ze ta sytuacja może się zmienić.
Za to dobrze we własnym sosie bawi się “towarzystwo”, które po koleżeńsku w
zależności od wypitej wódy zbierze nagrody, poklepie się ich po plecach z
tekstem “dobra robota” i przez następne lata, spocząwszy na laurach mogą
uznawać się za tuzy polskiej kinematografii. A publika? Jebać ją, toż
prawdziwy filmowiec w piździe ma publikę, to malo ambitne. Za to ambitne są
wielkie gale z poklepywaniem po plecach lub po piździe.
PS. Moja znajoma, która działa w mediach, skończyła filmówkę i obraca się w
tym środowisku opowiedziała mi właśnie, jak odbywa się cale to nagradzanie.
Nie myliłem się: jak stawiasz wódkę – wygrywasz.
W sumie mi to się nawet podoba: to takie polskie i biznesowe – na zachodzie
sprawy omawia się podczas imprezy, kolacji albo polowania a u nas jak zwykle
skromnie, bo biedni jesteśmy: przy wódce, której oczywiście nie zapomnę się
napić w najbliższy piątek.
Zjechać z gwiazdami.
Tydzień temu po raz pierwszy w życiu obejrzałem Taniec z gwiazdami.
Nigdy wcześniej nie miałem okazji, ani nawet zbytniej ochoty tego oglądać, ale sporo o tym było w mediach, więc postanowiłem sie skusić i zobaczyć to ustrojstwo.
Formułę programu znałem – nie bylo tu zaskoczenia, poza jury.
Ja wiem, kim jest Tyszkiewicz, ale tego starego próchna jest moim zdaniem za dużo w telewizji. Po pierwsze, nie jest żadną dobrą aktorką, po drugie co ona ma do gadania w temacie dotyczącym tańca. Po wtóre, śmieszy mnie trochę jej poza robienia z siebie damy (przedwojenny styl sie wymarzył) i gwiazdy, która najlepsze(?) lata ma za sobą, ale której blask nie przygasa – pozuje po prostu na kogoś w rodzaju Catherine Deneuve, a TVN ją podtrzymuje na ekranie.
Jednym slowem: Beata Tyszkiewicz nie powinna pokazywać się już publicznie, zwłaszcza, kiedy kamery robią na nią zbliżenia.
Dobra, ale ona jest nieważna tak naprawdę w tym konkursie, więc zabierzmy sie za uczestników, przynajmniej niektórych.
Na uwagę zasługuje niewątpliwe Omenaa Mensah, a to dlatego, że jej widok z pewnoscią cieszy zjeżdżających, bo co się z tym wiąże: ma dobre ciało. Porusza się nieźle, ale jak na pochodzenie południowo-amerykańskie, mogłaby się bardziej postarać. Inaczej jestem pewien, ze Omenaa straci w oczach zjeżdżających.
Ale od czego jest Maserak, na którego leci dzisiaj połowa lasek w kraju? Szczerze, to chciałbym żeby Omenaa zaszła wysoko (o ile bedę w ogóle oglądał Taniec z gwiazdami), ponieważ lubię ją oglądać jak zapowiada pogodę na TVN.
Jednakże najbardziej byłem zaskoczony występem, który zafundował Obuchowicz.
Do tego momentu kojarzył mi się ze szczeniakiem-zawadiaką, którego jedyną uciechą są imprezy domowe z kolegami i noszenie się na typowego skejta. Od razu jak wyskoczył w tany, dał popis i jak na amatora wystapił nieźle. Nie znam sie na tym programie, ale jak na obiektywnego widza oceniam, że jak tak dalej pójdzie to Obuchowicz jeszcze powalczy o dobre miejsca.
Mowa była o młodych uczestnikach, ale znalazł się tam ktoś doswiadczony wiekiem i elegancją – Krzysztof Tyniec. Nie wyobrażalem go sobie w tańcach bardziej żywiołowych, ale powiem, że to może być mylne stwierdzenie, albowiem podobno wielu już wcześniej wystepujących uczestników pokazało to, o czym nikt by nie pomyślal (vide Obuchowicz).
Tańca też nie dostał ciekawego jak dla mnie, bo wolę jednak latynoamerykańskie a te walce, tanga itp wieją dla mnie nudą. Jednak Tyniec do walca angielskiego pasuje zarówno pod względem wieku, jak i elegancji, dlatego śmiem uznać, że zatańczył go dobrze. Zreszta tańczył już wcześniej – co prawda “inne” tańce – ale jednak: na estradzie, u Lipińskiej, więc z tą materią nie miał problemów.
No i na koniec porażka: Ivan Komarenko. Nie chodzi o jego taniec, tylko o jego pojawienie się w tym show. Ten trzeciorzędny piosenkarzyna (znany chyba jedynie z sHITU “Czarne oczy”) nie wiem przez kogo został zaproszony, ale odstawia taką szopkę, ze już za to powinien odpaść. Tańca się nie czepiam, bo ekspertem nie jestem, ale te jego pozy w jinglach, gdzie wydyma usta jak laska i robi się na maczo, rozśmieszyły mnie dość mocno. Nie wiedziałem, że Rosjanie mogą być tak infantylni.
Ogólnie mam zlew na ten program, tzn. czynny udział w postaci SMSów i kretyńską ekscytację. Ale z ciekawości będę go oglądał “przez ramię” i nadal zastanawiał się, czym sobie zasluzył na niemałą podobno popularność. Zapewne też wspomnę o innych uczestnikach, z których najbardziej będę chciał znowu dowalić Ivanowi Komarenko.
03.05.07
Od autora
W tym tygodniu obiecuję kilka nowych tekstów.
Przepraszam za brak nowych notek, ale po pierwsze nie miałem zbyt wiele czasu a po drugie nie mialem najmniejszej ochoty na pisanie.
Jeżeli sa tutaj prawdziwi fani, to wiem, że mogę liczyć nie tylko na Waszą obecnośc, ale i cierpliwość.
Tymczasem pozdrawiam i nie zapomnijcie o codziennym zjeżdżaniu.
02.22.07
Zjeżdżalnia fanom
Zanim zjadę na ręcznym pod wspomnienia zajebistego weekendu, zanim stracę przytomność od wódki z colą i obrazów pod powiekami… Zanim to wszystko zrobię, pozdrawiam naszych fanów z południowo-zachodniej Polski.
Pozdrowienia dla Andrzeja i Lutka, niechaj łoniaki na klawiaturze bedą z wami a SNR w downstream siega 50 DB.
O Waszej aprobacie dla projektu Bluzgacza wiem dzięki uprzejmości pewnego przystojniaka o nicku:
Sat_AN
02.10.07
Damską ręką
Mój drogi kolega z Internetu poprosił mnie, żebym napisała coś na zjeżdżalnię. Obiecałam mu, a teraz trochę tego żałuję. No ale słowo się rzekło, kobyłka u płotu… No właśnie. Z moim zjeżdżaniem na ręcznym to jest trochę tak, że staje się częstym rytuałem właśnie wtedy, kiedy konia brak.
Jestem taka sama jak inne. Nie jarają mnie pornosy, nie zjeżdżam pod jotpegi. Mnie do masturbacji wystarczy wanna i wspomnienia. Czasem jako katalizatora wspomnień używam jakiegoś klimatycznego utworu albo po prostu dobrego skręta.
Zjeżdżanie na ręcznym jest jak miks najlepszych momentów. Jak film pod powiekami. Mogę wrócić do klimatów, które najbardziej mnie podniecały, do facetów, których wciąż bym nie wygoniła z łóżka. Mogę to sobie zrobić analnie, łechtaczkowo, dopochwowo – palcem, dildo, nawet świeczką, żeby było romantycznie. Mogę być dominą i niewolnicą, a co najważniejsze Jude Law jest zawsze przy mnie.
Patrzy na mnie z kąta łóżka albo siedząc na kiblu przy wannie.
A ja zabraniam mu się nawet dotknąć.
Dojeb mi!
W tym miejscu chciałbym zaproponować coś dla nieśmiałych fanów zjeżdżania.
Poniżej podany został adres email, na który możecie kierować swoje uwagi na temat tej strony i jej właściciela oraz – co najważniejsze – na temat zjeżdżania na ręcznym. Te ostatnie będą tutaj publikowane, oczywiście, jeżeli ktoś zażyczy sobie niepublikowania to przychyle sie do jego prośby, chociaż powinienem mieć to w dupie.
Wszelkie nieprzychylne uwagi na mój temat zleje centralnie z góry, dlatego debilom radzę się nie wysilać. To nie strona dla gimgówna.
A oto wspomniany wcześniej adres: