03.11.07
Zjechać z gwiazdami.
Tydzień temu po raz pierwszy w życiu obejrzałem Taniec z gwiazdami.
Nigdy wcześniej nie miałem okazji, ani nawet zbytniej ochoty tego oglądać, ale sporo o tym było w mediach, więc postanowiłem sie skusić i zobaczyć to ustrojstwo.
Formułę programu znałem – nie bylo tu zaskoczenia, poza jury.
Ja wiem, kim jest Tyszkiewicz, ale tego starego próchna jest moim zdaniem za dużo w telewizji. Po pierwsze, nie jest żadną dobrą aktorką, po drugie co ona ma do gadania w temacie dotyczącym tańca. Po wtóre, śmieszy mnie trochę jej poza robienia z siebie damy (przedwojenny styl sie wymarzył) i gwiazdy, która najlepsze(?) lata ma za sobą, ale której blask nie przygasa – pozuje po prostu na kogoś w rodzaju Catherine Deneuve, a TVN ją podtrzymuje na ekranie.
Jednym slowem: Beata Tyszkiewicz nie powinna pokazywać się już publicznie, zwłaszcza, kiedy kamery robią na nią zbliżenia.
Dobra, ale ona jest nieważna tak naprawdę w tym konkursie, więc zabierzmy sie za uczestników, przynajmniej niektórych.
Na uwagę zasługuje niewątpliwe Omenaa Mensah, a to dlatego, że jej widok z pewnoscią cieszy zjeżdżających, bo co się z tym wiąże: ma dobre ciało. Porusza się nieźle, ale jak na pochodzenie południowo-amerykańskie, mogłaby się bardziej postarać. Inaczej jestem pewien, ze Omenaa straci w oczach zjeżdżających.
Ale od czego jest Maserak, na którego leci dzisiaj połowa lasek w kraju? Szczerze, to chciałbym żeby Omenaa zaszła wysoko (o ile bedę w ogóle oglądał Taniec z gwiazdami), ponieważ lubię ją oglądać jak zapowiada pogodę na TVN.
Jednakże najbardziej byłem zaskoczony występem, który zafundował Obuchowicz.
Do tego momentu kojarzył mi się ze szczeniakiem-zawadiaką, którego jedyną uciechą są imprezy domowe z kolegami i noszenie się na typowego skejta. Od razu jak wyskoczył w tany, dał popis i jak na amatora wystapił nieźle. Nie znam sie na tym programie, ale jak na obiektywnego widza oceniam, że jak tak dalej pójdzie to Obuchowicz jeszcze powalczy o dobre miejsca.
Mowa była o młodych uczestnikach, ale znalazł się tam ktoś doswiadczony wiekiem i elegancją – Krzysztof Tyniec. Nie wyobrażalem go sobie w tańcach bardziej żywiołowych, ale powiem, że to może być mylne stwierdzenie, albowiem podobno wielu już wcześniej wystepujących uczestników pokazało to, o czym nikt by nie pomyślal (vide Obuchowicz).
Tańca też nie dostał ciekawego jak dla mnie, bo wolę jednak latynoamerykańskie a te walce, tanga itp wieją dla mnie nudą. Jednak Tyniec do walca angielskiego pasuje zarówno pod względem wieku, jak i elegancji, dlatego śmiem uznać, że zatańczył go dobrze. Zreszta tańczył już wcześniej – co prawda “inne” tańce – ale jednak: na estradzie, u Lipińskiej, więc z tą materią nie miał problemów.
No i na koniec porażka: Ivan Komarenko. Nie chodzi o jego taniec, tylko o jego pojawienie się w tym show. Ten trzeciorzędny piosenkarzyna (znany chyba jedynie z sHITU “Czarne oczy”) nie wiem przez kogo został zaproszony, ale odstawia taką szopkę, ze już za to powinien odpaść. Tańca się nie czepiam, bo ekspertem nie jestem, ale te jego pozy w jinglach, gdzie wydyma usta jak laska i robi się na maczo, rozśmieszyły mnie dość mocno. Nie wiedziałem, że Rosjanie mogą być tak infantylni.
Ogólnie mam zlew na ten program, tzn. czynny udział w postaci SMSów i kretyńską ekscytację. Ale z ciekawości będę go oglądał “przez ramię” i nadal zastanawiał się, czym sobie zasluzył na niemałą podobno popularność. Zapewne też wspomnę o innych uczestnikach, z których najbardziej będę chciał znowu dowalić Ivanowi Komarenko.